Sandy, część 1

21.30, siedzę w kuchnii i czekam. Huragan Sandy szaleje za oknami. Dzeszcz pada poziomo, ale mam wrażenie, że nie spada na ziemię. W tej chwili wiatr osiąga prędkość do 60km na godzinę i ma się w nocy zwiększyć, kiedy to Sandy będzie mijać połódniowo wschodnią Virginie. Sandy to imię zarówno dla dziewczynki jak i dla chłopca. Ja myślę, że tym razem to kobieta, bo kobiety potrafią być tak bardzo nieprzyjemne….(doświadczenia własne). W nocy wiatr ma osiągnąć prędkość do 120 km na godzinę…WIATR! I to tylko huragan pierwszej kategorii…. Do tego więcej deszczu, czyli powodzie, czyli prawdopodobnie zero prądu, a co za tym idzie; lodówka pełna zapasów, która oczywiście nie działa, zero kablówki, zero internetu, ….koniec świata (żart). Tak naprawdę to mam mieszane uczucia, może dlatego, że to mój pierwszy raz.. (kolejny żart).

Oczywiście pewne przygotowania zostały dokonane: baterie, latarki, świeczki, 10 l wody w baniakach plus dwie zgrzewki, puszki (tęsknie za paprykarzem szczecińskim- to tak na marginesie), no i schowek pod schodami czeka w razie ostateczności. Na razie się nie ewakuujemy, bo na chwile obecną nie ma takiej potrzeby. Mało to pocieszające, biorąc pod uwagę, że ulica przed domem powolutku zmienia się w rzeczkę…. Amerykański styl budowania domów to używanie jak najtańszych materiałów, aby deweloper miał największy zysk ( w większości przypadkach). A ponieważ  Amerykanie, często gęsto się przenoszą ze względu na pracę albo rodzinę, to tak niezabardzo przywiązują wagę do stylu w jakim zbudowany jest ich dom, mieszkanie itp.  i to może być jednym z powodów dla których mój dom wydaje bardzo dziwne odgłosy w czasie wiatrów, burz, itp. W czasie huraganów i tu czytaj TERAZ…to zupełnie inna historia. Dom się trzęie przy każdym podmuchu, który brzmi jak nadjeżdżająy pociąg towarowy-dosłownie!

Włączyłam program z pogodą, teraz podają że Sandy zderzy się z dwoma innymi frontami atmosferycznymi co spowoduje, jak to tutaj nazywają  PERFECT STORM, który przyniesie śnieg w West Virginia i New Jersey. Perfect storm – przypomniał mi się film, który został przetłumaczony jako Gniew Oceanu z George Clooney, notabene na Atlantyku w czasie hurahanu Grace, trzy fronty…( to tak trochę na marginesie, bo wyobraznia mi działa).

OK. Czas na lampke wina…ciąg dalszy nastąpi.

Reklamy

Gazeta

Moja niedzielna gazeta, dostarczona o 5.30 rano w plastikowej torbie, rzucona na trawe przed domem.

36 różnych działów, większość z nich to ogłoszenia, książeczka z tygodniowymi kuponami na artykuły spożywcze o wartości około 140 Dolarów, obawiam się, żeć nie znam żadnego z tych produktów. Dalej mamy: magazyn różności, praca, sprzedaż, nieruchomości, przerwa na kawę/rozrywka, itp. i wszystko za 2 Dolary!

APTEKA

Iść do apteki w Stanach Zjednoczonych aby odebrać lekarstwa nie jest tak łatwo, zwłaszcza jeśli trzeba odebrać lek w aptece szpitalnej. Po wizycie u lekarza trzeba z reguły udać się do apteki (zazwyczaj na pierwszym piętrze), wziąć numerek i czekać … czekać i czekać …

Co się stało ze zwykłym procesem: Idę do apteki, mam receptę, wykupuję lekarstwo, wychodzę..

Jeśli dopisało Ci szczęście i przyniósłeś  książkę to 20 minut brzmi całkiem nie źle, ale jeśli nie byłeś tak mądry…powodzenia ,chyba że lubisz udawać, że nie patrzysz na ludzi obok Ciebie, lub ponadto myślisz, że czas popłynie szybciej, jak będziesz się patrzyć na zegarek, a tak przy okazji- nie ma sensu sprawdzać swój telefon, kolejny raz … nikt nie zadzwoni!

Apteka sama w sobie jest z kosmosu … 15 okien, duży ekran, który informuje, że B497 może podejść do okienka.  Numerki zaczynąją się literą A, B lub E. .. nie pytajcie mnie co stało się z C i D?

Czytam, nie ptrzę, udaję, że nie patrzę, sprawdzam, która godzina, sprawdzam, czy ktoś dzwonił, wysłał wiadomość…

Wołą mój numer teraz: ” B528, okienko 9″

Pani w okienku (z twarzą ” Nie zależy mi) sprawdza mój dowód, OK, dane się zgadzają- to ja (na szczęście ). Następnie zachodzi, jak to nazwałam; proces bardzo nieseksownej ,plastikowej butelki i zaczyna się magia.Z maszyny ulokowanej po środku pokoju, wypadają moje tabletki, prosto do pomarańczowej buteleczki, a zaraz po nich nalepka z moim imieniem i instrukcją obsługi. I raz jeszcze słyszę:

„Masz jakieś alergie?”,

„Tak trzeba przechowywać leki”

Bla, bla, bla.

Czy ktoś kiedykolwiek trzyma się tych instrukcji?

Mogę już iść do domu?