Festiwal NATO

Dzisiaj poszliśmy zobaczyć Norfolk NATO festiwal. Fantastyczny dzień … ponad 20 kraji wzięło udział w paradzie oraz wiele innych organizacji,szkół, stowarzyszeń a także policja i straż pożarna. Znaleźliśmy super miejsce na samym rogu, gdzie mogliśmy zobaczyć wszystkie zespoły a dzięki mieście Norfolk  mogliśmy wygodnie siedzieć na krzesłach, a nie na chodniku.

Zrobiłam kilka zdjęć, ale niestety mój aparat fotograficzny był w „kwiecie wieku” jakieś 7 lat temu (czas na nowy) i fotografie nie są rewelacyjne, ale udało mi się zrobić kilka zdjęć najważniejszego i najlepszego narodu! (myśle,że kilku z Was podzieli moją opinię). Polska była po raz kolejny dobrze reprezentowana i mieliśmy wielką platformę z Frederykiem Szopenem grającym na fortepianie, choć byłam przekonana, że będziemy mieć motyw z Euro 2012. Myślę, że piłka nożna nie jest tak popularny w USA, jak to jest w Europie i Szopen był lepszą, łatwiejszą i bardziej popularną opcją. Kilka szalików i koszulek z orłem teżsię znalazło!

Oczywiście muszę skomentować platformę brytyjską, która nie była tak imponująca. Myślałam, że wystawią księcia i księżną z Cambridge lub królową biorąc pod uwagę pierwszą rocznicę ślubu i jubileusz królowej…

Turcja miała super platformę z mostem łączącym dwa kontynenty. Zawsze będę mieć jakiś sentyment…

Wiem, że łatwo się krytykuje i doradza i jestem pewna, że każdy ciężko pracował i dołożył wiele  starań w budowaniu swojej platformy.

Ogólnie bawiliśmy się świetnie i nawet pogoda utrzymała się i deszcz zaczął padać dopiero po paradzie.

Mam nadzieję, że podobają się Wam zdjęcia …ImageImageImageImageImageImageImageImage

Reklamy

Międzynarodowy Festiwal Dziecięcy Hampton Wirginia.

Wczoraj całe rodziny zgromadziły się na 12-tym Międzynarodowym Festiwalu Dziecięcym wypełnionym radością i przyjażnią. Każdy mógł odkryć uroki, dźwięki i smaki z wielu kultur na całym świecie z ponad 35 kraji, od Chin do Szkocji i od Kanady po Afrykę Południową. Organizatorzy włożyli dużo starań i zaplanowali mnóstwo atrakcji, jak paradę w kostiumach narodowych, pełną zapierającej dech w piersiach gamę doskonałych tkanin, odważnych kolorów i ekscytujących wzorów. Rozrywkę również dodały popularny taniec głowy chińskiego smoka, tancerze z Panamy i ludowi muzycy z Meksyku.
Ja miałam zaszczyt być „częścią” polskiego stanowiska, dobrze reprezentowanego przez naszą społeczność w Hampton Roads w Wirginii. Każdy starał się pokazać nasz kraj w jak najlepszym zwierciadle. Nasze stoisko było przepełnione atrakcjami głównie dla dzieci, ale i dla dorosłych. Maluchy ukłdały puzle w kształcie naszej flagi albo w kształcie flagiEuro 2012…nietrudno sobie wyobrazic, że chłopcy byli bardziej zainteresowani flagą piłki nożnej, tutaj zwanej SOCCER.
Mieliśmy też „stoisko fotograficznego”, gdzie mali i duzi mogli zrobić sobie zdjęcia w pięknych, tradycyjnych strojach z Łowicza.To niesamowite, jak wiele radości taka prosta idea może przynieść. Mieliśmy też fotki sławnych Polaków np. Kopernik, Kościuszko, Skłodowska. Pomysł miał przybliżyć wszystkim Polskę i Polaków i pokazać, że Polacy to naród dumny, przepełniony wspaniałą tradycją i kulturą!
Szczerze mówiąc niewiele dzieci wiedziało, gdzie Polska leży na mapie, nie wspomnę już o sławnych Polakach! Wygląda na to, że historia i geografia w amerykańskich szkołach ogranicza się do granic Ameryki Północnej ( oczywiście to tylko moja opinia). Jedyną osobę, którą rozpoznawali rodzice (z oczywistego powodu) był Lech Wałęsa. Myślę, że niezależnie od uczuć każdego z nas w stosunku do byłego prezydenta, musimy przyznać, że jednak zrobił „coś dobrego” do naszego kraju.
Mimo to skutecznie wpajaliśmy wszystkim wiedzę o Polsce i wydaje mi się, że był to udany dzień i miałam szczęście być częścią grupy organizacyjej.

W ogrodzie…

Każdy z nas czasem się zastanawia co w trawie piszczy….dosłownie…

U mnie dzisiaj w ogrodzie jastrząb dopadł coś w rodzaju kawki, rozdarł na strzępy i

ze smakiem rozkoszował się swoim pożywieniem…

Historyczny półwysep część 1

Jamestowne, miejsce, gdzie kapitan James Smith spotkał  Pocahontas.

Kilka dni temu pojechaliśmy do Jamestown, pierwszej stałej angielskiej osady w kolonii w Wirginii. Miasto nazwane od króla Jamesa I, zostało ustanowione w dniu 14 maja w 1607 roku i było początkiem tego, co dzisiaj znamy jako Stany Zjednoczone Ameryki!

Co ciekawe miejsce to nie było pierwotnym punktem  przyjazdu. Angielscy podróżnicy przybyli na kontynent kilka tygodni wcześniej na Przylądek Henry w Virginia Beach i powoli przenieśli się w górę rzeki, aby znaleźć lepsze miejsce na budowę wioski. Dzisiejszy Jamestown  posiada dwie osady. Archeologiczna część to półwysep otoczony rzeką Jork na północy, rzeką James na południu i zatoką Chesapeake  na wschodzie. Anglicy wybrali to miejsce, bo było latwe do obrony i nie było zamieszkane przez lokalnych Indian.  Niestety prawie 50 osadników zmarło w pierwszych czterech miesiącach z braku pożywnienia i czystej wody, ponieważ otaczające łąki były bagniste, odizolowane i pełne komarów. I klimat niewiele się zmienił stąd trzy kęsy na moim ramieniu. Wampiry!

Chyba każdy z nas zna legendę o pięknej  Pocahontas, która uchroniła kapitana Johna Smitha przed egzekucją przez jej ojca. Jak piękna jest ta historyjka, tak nieprawdziwa,  Niestety udowodniono, że to tylko mit i że Smith źle odczytał intencje Indian Powhatan. W rzeczywistości  Smith i Pocahontas  spotkali  się tutaj, ale córka plemiennego wodza zakochała  się i poślubiła Johna Rolfa,( który notabene przyczynił się do rozpowszechnienia tabaki)  i potem przeniósła się i zmarła w Anglii .

Bez żadnych praw i podstaw mając  w  głowie film Disneya, poczułam się trochę rozczarowana prawdziwą historią  Pocahontas.

 Z drugiej strony w  niczym się ona nie różni od dzisiejszych historii, kiedy zakochujemy się w „obcokrajowcach” i wyjeżdżamy na koniec świata…

Druga część Jamestown jest („plastikowa”) zbudowana typowo dla turystów z małymi dziećmi. Można tu zobaczyć repliki narzędzi, garnków, strojów itp. których używali osadnicy. Są także trzy repliki statków, którymi koloniści przypłynęli do Ameryki,  z największym – Susan Constant  zalediwe 35 metrow  dlugim . 6 miesięcy na Oceanie Atlantyckim w czasie zimy to nielada wyczynek i wydaje się  pomysłem niewykonalnym, ale myślę, że ich motywacja  była silniejsza i chęć znalezienie złota i możliwość odkrycia nieuchwytnego przejścia do Azji była pokusą nie do odparcia ….

Co  dzisiaj wiemy, bylo poprostu nierealne!

Trzeba wierzyć w ludzi.

Pracowaliśmy dzisiaj w naszym ogródku na przodzie domu i mówiąc szczerze  mam na myśli pracę niewolniczą. Przez długi czas nikt się nie opiekował tym ogródkiem i  był w bardzo złym stanie, z kilkoma azaliam, zarośniętymi   krzakami i chwastami. Na początku pomyśleliśmy, że w żaden sposób nie da się tego doprowadzić do porządku, ale w sumie to my musimy na to patrzeć (plus sąsiedzi), więc postanowiliśmy podjąć się tego zadania i  zdecydowaliśmy się posprzątać i posadzić kwiaty, które kupiłam w piątek. Zaczęliśmy o godzinie 11rano i nie minęłło pół godziny a sąsiad z drugiej strony ulicy wyszedł i przyniósł nam kawę, bo trzeba zacząć dzień od filiżanki kawy. I szczerze mówiąc poczułam się lepiej i bardziej podekscytowana z powodu pelenia, hakania i kopania.  2 godziny później drugi sąsiad wyszedł i przyniósł  nam wodę , bo słońce świeciło i zrobiło się gorąco … kolejne 15 minut pogawędki . Wróciliśmy do kopania i nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak szybko czas upywał. Minęła pora obiadowa i poczuliśmy się głodni i tak jakby ktoś nas słyszał, bo sąsiedzi dwa numery od nas przynieśli nam  ciastka prosto z piekarnika i jeszcze ciepłe…I też zatrzymali się na pogawędkę…..

To było, jak scena z amerykańskiego filmu (i może to trochę jest film amerykański), miło, ale surrealistyczne jednocześnie.

Spędziliśmy cały dzień na towarzyskich pogawędkach z sąsiadami z przerwami na prace w ogrodzie.

Nie jestem pewna, czy efekt się udał…

Mimo wszystko Wesołych Świąt Wielkanocnych.